poniedziałek, 20 lutego 2012

Podziwiam Włochów, ostatnio moją uwagę przykuł pewien fotel, a najbardziej kolorowym miejscem w okolicy jest mój salon

Tyle mam zajęć ostatnio, że ledwie zerknę na blogi, a tu już trzeba iść spac:(
A kiedy jeszcze posty naskrobać?
Zaległości projektu HH muszę jednak uzupełnić, bo zobowiązałam się i chcę dodtrzymać słowa.


17.
Ostatnio przykuł moją uwagę pewien fotel.
Szukam takiego, który byłby wygodny, stał koło kominka i pasował do reszty salonu.
Bardzo spodobał mi się ten firmy Comforty Living - jest  nowoczesny i oldschoolowy zarazem,
bardzo wygodny i ... strasznie drogi.
Ale chyba uprę się na niego, poczekam trochę dłużej, nazbieram trochę więcej
 ale będę mieć coś wymarzonego, a nie jak zwykle substytut na szybko.
Jak Wam się podoba?
Znacie jeszcze jakieś sklepy z fajnymi fotelami?

via: comforty.pl

18.
Najlepszy moment dnia.
Nie chcę się powtarzać ale pisałam o nim w punkcie 1 i 7.

 19.
Podziwiam Włochów.
 Nie chodzi mi tu o ich piękne miasteczka, domy i umiłowanie mody (choć to także), 
ale podejście do życia i przede wszystkim do jedzenia.
 Zwłaszcza do celebrowania tej czynności.
My jemy szybko, coś co mamy pod ręką, i że tak powiem półdupkiem.
Oni muszą ZASIĄŚĆ:)
Ale zanim ucztują, to jak gotują?! 
Przed etapem ZASIĄŚCIA do celebrowania kolacji i przed etapem pichcenia z radosnym pogwizdywaniem, jest jeszcze etap zakupów. 
I tutaj to już wogóle wpadam w zachwyt!
U nas jest spożywczak i warzywniak - z wyglądu i nawet z nazwy żałosne.
A tam - sklepy jak artystyczne obrazy, wszystko pachnie i pięknie wygląda.
Nie piszę więcej, bo wszyscy wiecie o co mi chodzi.
Naprawdę tęsknię do kolejnych wakacji w Cortonie!





20.
Najbardziej kolorowe miejsce w okolicy
Brudno, szaro, okropnie, fu!
Nawet nie wychodzę z domu (M. jest chory) aby odnaleźć to miejsce,
bo wiem, że byłoby to raczej niezyt łatwe zadanie.
W tej chwili najbardziej kolorowym miejscem jest mój salon.
Same zobaczcie dlaczego:

14 komentarzy:

  1. mmm... na ostatnim włoskim zdjęciu bruschetta. Pyszności.

    A co do mleka w proszku potrzebnego do masy do wafelków - znalazłam je w TESCO (co prawda granulowane, ale grudki się rozpuszczają) na dziale z mlekiem - takim do kawy i w puszcze :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki Jagódko, wieczorem lecę po to mleko, bo przez Ciebie ciągle myśle o tych andrutach:)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Włochy kocham miłością wielką i niezmienną:)
    Wszystko co włoskie: jedzenie, modę, zabytki, pogodę, operę, zakupy xD. A dwa tygodnie temu odkryłam, że nigdzie nie jeździ się tak dobrze na nartach, jak we włoskich Dolomitach:)
    buziaki
    M.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Witaj! Lubię tu zaglądać:) Kiedy odkryłam jakiś czas temu Twojego początkującego bloga spodziewałam się (no przepraszam za brutalną szczerość i wybacz mi dobór słów), że będzie to blog typowo wnętrzarski,ale taki z nutą mocno snobistyczną, coś kompletnie dla mnie niedostępnego estetycznie, duchowo i także niedostępnego w związku z zasobnością portfela. A tu niespodzianka:) Piszesz o wielu rzeczach i przyznam, że uczę się od u Ciebie w kilku kwestiach:) Np jakoś nigdy nie czułam i nie czuję chyba nadal sztuki współczesnej, zakochana w klimatach minionych epok...ale pokazując tutaj to i owo wzbudziłaś moje zainteresowanie a to już coś:)I jakoś tak miło i pozytywnie tu jest:)
    Chcę nawiązać jeszcze do posta filmowego, bo ja także kinomaniaczką jestem i przyłączę się pewnie do zabawy w opowiedzenie o tych swoich NAJ filmach:) Z tych które prezentujesz widziałam wszystko poza Kto się boi Virginii Wolf. Byłam za to na tym w teatrze...ale chyba nie zrozumiałam tej sztuki:(
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Kalinko, to tak jak ja:) Dwa lata temu byłam z mężem w Dolomitach "na nartach". W cudzysłowiu, bo ja z roku na rok coraz bardziej się boję jeźdźić, a teraz to wogóle zaprzestałam. Byliśmy w okolicach Val Gardeny i nie chcę nigdzie indziej. Widoki może podobne do Austrii czy gdzieś, ale jedzenie, ludzie i atmosfera - zupełnie inaczej! No i Bombardini -pyyycha:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Kochana Elizo, strasznie miło mi, że to napisałaś:) I bardzo szanuję Twoją szczerość. Ale muszę przyznać, że snobką to jednak jestem! Moja zasobność portfela była wiele lat w stanie przedzawałowym. Kilka lat temu odważyliśmy się z mężem otworzyć swoją firmę i los się odwrócił. Spełaniamy więc wiele swoich marzeń, bo nie wiadomo ile to potrwa:) Jeżeli chodzi o estetykę, to przez lata mieszkaliśmy w małym, białym rustykalnym mieszkanku, pełnym bibelotów, które skupowałam bez pamięci od dziewczyn z blogów. Za to na studiach, przez 4 lata uczyłam się pilnie historii designu i marzyłam o posiadaniu choć paru takich kultowych mebli, ale nijak one nie pasowały do naszego poprzedniego domku. W nowym domu postanowiliśmy estetykę trochę zmienić. Myślę też, że mąż woli trochę"surowsze" obecne klimaty, niż słodkie domki, które my wszystkie lubimy:) Teraz z nim konsultuję wszelkie domowe zakupy i wychodzi nam to na lepsze, choć i tak przemycam różne bibeloty. Ale dziękuję za zrozumienie. Bardzo mi także miło, że Twoje komentarze są takie od serca, niezdawkowe:) Myślę też, że własnie dlatego, że nasze domy, zwyczaje, gusta są różne, my jesteśmy różne, to uczymy się właśnie czegoś nowego.
    Pozdrawiam. G.

    OdpowiedzUsuń
  8. Podzielam Twoją miłość do Italii !
    Szczególną sympatią darzę południową jej część, a Sycylię to dosłownie uwielbiam. Myślę, że na pierwszą zagraniczną podróż z Józiem wybierzemy się właśnie do Włoch, bo tęsknię ogromnie.
    Powiedz Kochana, w jakim wieku był Mikołaj kiedy pierwszy raz leciał samolotem ?

    OdpowiedzUsuń
  9. Mój Mikołaj miał 10 miesięcy, gdy leciał na Kretę. 2,5h lotu. Nie było tak źle, chociaż do 2 roku dzieci latają u mamy na kolanach, ale zasnął dopiero przy lądowaniu:)
    W tym roku też lecimy niezbyt daleko.

    OdpowiedzUsuń
  10. Kochana ależ ja jak najbardziej jestem za spełnianiem swoich marzeń i realizowaniem szalonych pomysłów!-to unosi, uskrzydla, pozwala nam żyć pełniej, piękniej i być szczęśliwszym:) Pisząc o snobizmie miałam na myśli coś innego. Są domy w których pewne rzeczy ma się na pokaz po to by je po prostu mieć, a same domy zaś mimo drogich przedmiotów i sprzętów są jakieś takie zimne, bez duszy...Dlatego wiele jest blogów gdzie są piękne obiektywnie piękne wnętrza pokazane...ale ich właścicielki...no już niekoniecznie jakoś budzą sympatię a przez to cały odbiór domu jest kompletnie inny. Marzenia są od tego by je realizować. Ja czasami muszę poświęcić moją marną wypłatę na jakąś zachciankę-marzenie ale świadomość jaką drogą do tego doszłam i, że nie spadło mi to z nieba przynosi mi dużą radość i satysfakcję i jakieś może docenienie tego co mam. Obserwowałam na blogach swego czasu takie zjawisko-i obserwuję nadal- gdzie blogerki kupują coś po prostu po to by to mieć, by na siłę zrobić ze wszystkiego sztukę. Tak np jest w przypadku kupowania figurki Madonny...Dla wielu to kolejny dekoracyjny przedmiot,który jest modny. Dla mnie to coś więcej i z zupełnie innych względów takową figurkę posiadam-a i owszem.:) I przykładów mogłabym mnożyć wiele, wiele.Jeśli chodzi o zasobność portfela to oczywiście nie oszukujmy się daje on szerokie możliwości w realizowaniu takich różnych zachcianek, marzeń paski, ułatwia życie, umożliwia wiele spraw i otwiera wiele drzwi...No i z tego względu chciałabym mieć ten mój nędzny portfel na pewno grubszy nieco, ale potrafię sobie jakoś poradzić bez tego, choć wiem, że pewne przyjemności będą dla mnie niedostępne. Wiem jednak, że szczęście nie zależy od stanu posiadania, ale musiałam do tego dojrzeć. Szczęście jest czymś znacznie bardziej uniwersalnym i dostępnym dla każdego-gdyby było inaczej byłoby to mocno niesprawiedliwe ze strony twórcy...a tak np taki mnich w klasztorze mający łóżko, krzyż na ścianie i nic więcej a za to będący blisko Boga jaki szczęśliwy jest, albo mnich tybetański mający całe życie jedną miskę, jedną łyżkę, jedną parę sandałów:) I wiele, wiele przykładów na to. No mi niestety i do tych zakonników daleko i do tych mnichów niestety też...jestem trochę hedonistką i mój konsumpcjonizm sięga w wiele kierunków życia i ja także chciałabym mieć, chciałabym bywać, chciałabym, próbować...rzeczy różnych:)
    jejku rozpisałam się o kompletnie nie o tym o czym zamierzałam:) A zamierzałam napisać, że dla mnie jesteś niesamowitą osobą:) Lubię ludzi z pasją, z fantazją z pomysłem na życie. I jak już wcześniej pisałam-uczę się od Ciebie. Sztuka, którą prezentujesz na blogu w swoim domu jest akurat tym rodzaje sztuki której może i nie czuję, ale chyba bardziej nie rozumiem, co pewnie wynika z mojego prymitywizmu...choć w jakiś sposób mnie fascynuje i budzi zainteresowanie i chciałabym się dowiedzieć o tym czegoś więcej:) Widać, że masz dobry gust i smak i znasz się na rzeczy:) A przy tym jesteś naturalna i dlatego tak miło się tu zagląda i zawsze czekam na Twoje kolejne wpisy i co ciekawego nam pokażesz tym razem:)
    Bardzo fajnie realizujesz projekt HH i miło się też to czyta:)
    Ale się rozpisałam...inne czytające pewnie pomyślą, że zwariowałam...Hmmm:)
    Pozdrawiam CIę:) I jeśli ktoś jeszcze z komentatorów to czytał to też tego kogoś przy okazji:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Eliza - zatem rozumiemy się w 100%. Z tą Madonną to trafiłaś w sedno. Zauważyłam te Madonny na szwedzkich blogach, a tu nagle wysyp u nas. To niepokojące:)))

    OdpowiedzUsuń
  12. Ubostwiam Wlochy!!! Klimat, architekture, ich zwyczaje, kuchnie... uh ah oh!
    Jakbym mogla to wyemigrowalabym tam chocby dzisiaj! Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  13. Oj, dałaś z tymi zdjęciami! Teraz całą noc będę płakać z tęsknoty za Włochami (krajem), nie Włochami (mamisynkami z Włoch) ;)

    W moim salonie do niedawna stała taka sama aranżacja.

    OdpowiedzUsuń
  14. Właśnie odkryłam, że fotel Brandy z Comforty Living jest w mocno obniżonej cenie (zmieniają ekspozycje w sklepach). Ja się zdecydowałam i w poniedziałek go nabędę drogą kupna :) Zakochałam się w nim od pierwszego ujrzenia ;)

    OdpowiedzUsuń

DZIĘKUJĘ:))