niedziela, 5 lutego 2012

Zwierzak i coś śmiesznego - zaległości HHProject

ZWIERZAK



Zwierzak to Czaruś - mój ukochany pies. 
Były. 
Napiszę tu krótko dlaczego - ku OSTRZEŻENIU i refleksji.
Czarka mamy od 15 lat. To najspokojniejszy i najgrzeczniejszy psiak jaki kiedykolwiek istniał.
Co prawda, trochę rozpieszczony, bo kanapowiec, pieszczoch śpiący z nami w "nogach", z którym wszędzie jeździliśmy, nawet na wakacje, szukając hoteli przyjaznych zwierzakom. 
Prawie nigdy nie szczekał - jedynie na reklamy z końmi:) 
Często bawił się z dziećmi naszych znajomych.
Ani cienia agresji przez 15 lat. 
Bardzo zależało mi, aby mój synek kochał zwierzęta i wychowywał się z psami, 
chcieliśmy w nowym domu mieć jeszcze jednego. 
Kiedy wróciłam po porodzie ze szpitala z Małym, Czaruś był u rodziców, wąchał śpioszki 
i przyjechał do domu, gdy Mikołaj w nim już był. (Tak jak weterynarz i poradniki nakazują).     
Początkowo był trochę zagubiony i zazdrosny o uwagę, ale spisywał się nadal grzecznie. 
Znosił wrzaski, ciągnięcie za ogon itp., nigdy nawet na niego nie burknął.
Aż do momentu, gdy Mikuś nauczył się raczkować.
Siedząc raz we trójkę na dywanie mały poraczkował w stronę Czarka i uderzył go głową w zadek.
Tak z Zidana.
A ten rzucił mu się z wściekłością do szyi.
Musiałm siłą oderwać go od dziecka.
Na szczęście był to tył szyi, ale blisko tętnicy.
Karetka, trzy głębokie rany, podrapane plecy, dwa pogotowia zakaźne, leki na beztlenowce.
Tego samego dnia Teściowie zabrali Czarka na dobre, a we mnie wygasły wszelakie uczucia do niego.

Byłam załamana bardzo długo i nie mogłam zapomnieć tego widoku jeszcze długi czas.
Tęsknię za nim, za naszymi spacerami, szkoda, że wtedy gdy wreszcie miał swój ogród 
musiał zrobić coś takiego.

Proszę Was Dziewczynki! 
UWAŻAJCIE bardzo na dzieci i psiaki w ich towarzystwie.
Ja dałabym sobie obie ręce uciąć, za mojego Czarusia, że do tego nie doszłoby nigdy. 
A jednak. I to pod moim nosem:(
Może mój pies był już stary i troszkę mu się w głowie poprzestawiało, jak to staruszkom?
Uważajcie...


W związku z tym, że przypomniały mi się te zdarzenia i tym, co stało się w Sosnowcu, 
nie miałam dziś nastroju na coś śmiesznego.
Ale znalazłam w Internecie takie zabawne zdjęcie:

vi.sualize.us

SPOKOJNEGO TYGODNIA!

20 komentarzy:

  1. Ku przestrodze, i masz rację: zaufanie ograniczone.
    PS w sprawie małej Magdzi - boję się, że mogą dotrzeć do nas jeszcze gorsze wiadomości.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zawsze mnie dziwiło bezgraniczne zaufanie do zwierząt i ich kontaktów z dziećmi. Ile się słyszy tragedii z udziałem dzieci i zwierząt?? Ja bardzo lubię psy, ale nie mam żadnego w domu, tak jest zdecydowanie dobrze. Może kiedyś jak córka będzie starsza...Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam bardzo podobne doswiadczenie tyle, ze z kotek! Jeszcze przed narodzeniem Jaska mielismy w domu dwa koty. Kazdy z nich o zupelnie innym charakterze. Ale obu kochalam tak samo. Po narodzinach malego starszy kot zrobil sie zazdrosny...zaczal atakowac mnie. Balam sie o los Jaska, wiec rowniez poszedl do moich rodzicow. I to byla najlepsza decyzja, bo jak sie okazalo u nas zyl jak w wiezieniu. Przez 3 lata zamkniety w mieszkaniu...a tam jest Panem osiedla! Ma swoj ogrod i ogrody sasiadow!Tak wiec wszystkim wyszlo na dobre. Drugi kot zostal z nami, jego Jasko moze ciagac za ogon, klasc sie na nim i razem z nim bawic. Ale jestem czujna...zawsze obok!
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo poruszyła mnie Twoja historia. My w domu też mamy psa- sukę. Jak Zosia się urodziła zastanawialiśmy się jak się będzie zachowywać, na początku raczej jej się bała, krzyków, płaczu. Później jak Zosia podrosła i trochę zaczęła jej dokuczać to uciekała przed nią pod stół, uszczypła ją parę razy ostrzegawczo jak Zosia ciągnęła ją za sierść. Na szczęście jak dotąd nie doszło do żadnej dramatycznej sytuacji, ale zawsze staramy się zwracać szczególną uwagę, bo z psem nigdy nic nie wiadomo.
    Chwilowo trochę się skumplowały bo Zosia podrzuca Dorze co lepsze smakołyki :) i bardziej musimy pilnować żeby to Zosia nie męczyła psa, no bo za psa nie da się poręczyć, nawet takiego małego.

    OdpowiedzUsuń
  5. Czaruś wygląda na przesłodkiego i spokojnego psa. Patrząc na niego też nie pomyślałabym, że moze zrobić cos złego dziecku...
    Ta historia to faktycznie duża przestroga. Całe szczęście, że wszystko się stosunkowo dobrze skończyło!

    OdpowiedzUsuń
  6. Widziałaś moje sierściuchy? 80kg i 45 kg. NIgdy nie zostawie z nimi Raszka. Mój Tato był anaTOMOPATOLOGIEM, kiedys w Szczecinie miał przypadek kiedy musiał zbadać szcatki dziecka wyplute przez ukochanego wilczura.
    Co do złych wiadomości cześc dalsza, słyszałas dzis o tym 16m dziecku wrzuconym przez ojca do rzeki?
    Kurwa mać co sie dzieje z tymi ludzmi, o co chodzi.

    OdpowiedzUsuń
  7. a może właśnie bardzo dobrze że stało się to przy Tobie...pozdrawiam, ewa

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam dwie córki i owczarka niemieckiego, i nigdy nie dałam gwarancji za mojego psa.
    Na słowa ludzi "Czy ugryzie?" odpowiadam "Nie wiem" Bo nie wiem co zrobi. To zwierzę jest.
    A zdjęcie z internetu całkiem śmieszne.
    Spokojnego tygodnia.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nasz pies też przeżył wielki szok po pojawieniu się dziecka, zwłaszcza, że wraz z raczkowaniem pojawiły się tez bramki do pokojów - i to właśnie powstrzymujące psa, który przedtem leżał sobie, gdzie chciał. Niestety to sierściuch i każdego jego klapnięcie na podłodze oznaczał kłaki na podłodze, a w efekcie kłaki w buzi i na buzi naszego synka :/ Zdarzały nam się sytuacje podbramkowe, kiedy mały wchodził do psiego łóżka, a pies warczał, broniąc swojej pozycji. Dzięki bramkom na szczęście łatwo było to kontrolować. Teraz pies słucha i lubi młodego bardziej niż nas, bo jest przez niego potajemnie i regularnie podkarmiany smakołykami. Mimo wszystko, kiedy się bawią, krążę wokół nich i łypię groźnym okiem. Tak na wszelki wypadek.

    OdpowiedzUsuń
  10. Przeczytałam i cieszę się, ze o tym napisałaś. Ja nie mam nigdy 100% zaufania do zwierząt. Zwłaszcza do psów. całe i wielkie szczęście, ze u Was skończyło sie dobrze, ze na Twoich oczach...

    OdpowiedzUsuń
  11. Jestem w szoku, ze taki maly a jednak tak grozny. Podobnie jak ty, chcialabym aby moje dziecko wychowalo sie z psem- moje marzenie jest miec Labradora lub Goldena- choc nie mam jeszcze ani dziecka ani psa ;) sama juz nie wiem, co o tym myslec i co zrobic.
    Dobrze, ze wszystko skonczylo sie dobre!
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  12. Absolutnie się z Toba zgadzam!! Ja kocham zwierzęta, jednak kompletnie nie rozumiem bezgranicznego zaufania do nich - zwłaszcza, jesli chodzi o dzieci w towarzystwie psów. To jest ukochany pupilek, oaza spokoju, znamy go od x lat....ale to TYLKO zwierzę, ktorego reakcji nie możemy przewidzieć. dlatego nigdy nie pozwalam dzieciakom tulić się do psów, staram się pokazać, że zwierzaki trzeba kochać, ale też zachować odpowiedni dystans...a kiedy patrzę na maluch baraszkujące na podlodze z wiekimi psami to wlos mi się jeży na glowie...nie ma sensu samemu stwarzać potencjalnego zagrożenia...potem mozna tylko plakać nad własną ignorancją

    OdpowiedzUsuń
  13. Najsmutniejsze jest to, że nie mozna ufać też ludziom...co się dzieje? co rusz tragedia, maltretowane dzieci, ja jestem przerażona:(

    OdpowiedzUsuń
  14. Jestem związana ze zwierzętami od zawsze. Szczególnie z psami. Domowo, umysłowo i zawodowo. I wiele razy powtarzałam, że choć kocham psy jak żadne inne żyjątka towarzyszące to nie można im ufać... Nie dać się lizać po buzi, nie zostawiać z nimi dzieci do zabaw. Cieszę się, że Wasza historia skończyła się szczęśliwie i wspominając pewne historie z pracy, cieszę się, że nie zastanawialiście się nad dawaniem psu drugiej szansy...

    OdpowiedzUsuń
  15. Cieszę się, że historia skończyła się szczęśliwie. Uff. A jak Mikuś reaguje po tym incydencie na psy?

    Pozdrawiam serdecznie,
    Kasia

    OdpowiedzUsuń
  16. Straszne :(
    Ale zwierzę to tylko zwierzę. Nigdy nie wiadomo jak się zachowa. CZasem instynkt jest silniejszy. Mój pies - husky - jest okropnie o mnie zazdrosny. Nawet gdy rozmawiam z sąsiadką przez płot, zaczyna się głupkowato zachowywać, byle tylko zwrócić na niego uwagę. On musi być alfą i omegą. Dzieci nie toleruje wcale...

    OdpowiedzUsuń
  17. Dziękuję za mądre komentarze. Dodam jeszcze. odpowiadając na pytanie Kasi, że Mikołajek nadal UWIELBIA psy i cieszy na ich widok. Także na widok Czarusia, bo podczas ataku był tyłem i chyba nie kojarzy tych faktów ze sobą. Na szczęście.
    Olu - nie miałam pojęcia, że jesteś weterynarzem. Uwielbiam wszystkich weterynarzy, to dla mnie jeden z najpiękniejszych zawodów:)
    Jak myślisz - ile lat powinien mieć Mikołajek, aby u nas pojawił się nowy pies?

    OdpowiedzUsuń
  18. Sprawiłaś mi przyjemność Twoimi słowami, dziękuję:) A wracając do tematu- nie mam dzieci i nigdy nie szukałam jakichś szczegółowych informacji o najlepszym wieku, kiedy może pojawić się w domu pies. U nas z racji zawodu z dziada- pradziada psy były zawsze, towarzyszyły nam od małego. I dlatego też myślę, że najważniejszą sprawą jest odpowiedź na pytanie o odpowiednią rasę:) Jeśli ma to być pies rasowy rzecz jasna;) Z pewnością niestety omijałabym wszystkie teriery:) A o starszych nawet nie mówię- terier to charakter:) Nie da sobie dmuchać w kaszę. I dlatego Czaruś postanowił ustalić zasady gry. Moim zdaniem 2-3 latek spokojnie będzie współgrał z rosnącym z nim psem:) To może być przyjaźń do końca świata, ale najważniejsze, że był to pies o odpowiednim charakterze:) Jeśli będziesz chciała, napiszę więcej, żeby nie rozbić wszystkich komentarzy swoim długim wywodem;) Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  19. Dobrze, że historia skończyła się db :-) i że Czaruś nie został zapamiętany jako 'przestępca' ;-) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

DZIĘKUJĘ:))