czwartek, 12 lipca 2012

12 lipca 1997 - POWÓDŹ TYSIĄCLECIA we Wrocławiu

Ten balkon nad warzywniakiem należy do moich rodziców.

zdjęcie: Krzysztof Gutkowski Gazeta Wyborcza

15 komentarzy:

  1. w okolicach Lubania teraz też nie było dużo lepiej :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O kurczę:( A niby aż tak nie padało.

      Usuń
  2. Ciesze się że takie widoki widziałam w tv, miejmy nadzieje że więcej takich kataklizmów już nie będzie. A władze powinny coś w tym kierunku robić.

    OdpowiedzUsuń
  3. Pamiętam ten dzień bardzo dobrze... u nas wprawdzie woda nie doszła ( mieszkałam wtedy na Krzykach), ale razem z Mamą ładowałyśmy piasek do worków...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja pakowałam piasek ze znajomymi do białego rana. Najpierw pod Uniwersytetem, potem pod wiaduktem na Pułaskiego. Takiego zrywu pomocy, porozumienia bez słów i prawdziwej solidarności ludzi, sąsiadów nigdy nie widziałam. Do dziś pamiętam poklejone ręce, bo worki były z fabryki cukru:)

      Usuń
  4. oj robi wrażenie ,przy okazji napisałam Ci komentarz pod starym postem o modnych imionach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Madziku. Imiona Twoich córeczek są piękne i oryginalne, choć nie "wydumane" jak to obecnie bywa:)

      Usuń
    2. Dziękuję Madziu! Imiona Twoich córeczek są piękne i oryginalne, a przy tym nie "wydumane" jak to ostatnio bywa:))

      Usuń
    3. o miło :)pozdrawiam Ciebie,tym razem wieczorem.

      Usuń
  5. Ja co prawda wtedy jeszcze nie mieszkałam we Wrocławiu, ale od kilku lat stacjonuję niedaleko Kozanowa. Zarówno rok, jak i dwa lata temu, kiedy woda dawała się we znaki tamtejszym mieszkańcom i w mojej dzielnicy odczuwalny był niepokój i zamieszanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agatko, Kozanów jest niecką, którą Niemcy przed wojną przeznaczyli jako tereny zalewowe w razie powodzi! A nasi podobno nadal budują tam nowe domy i dziwią się, że Kozanów "podmywa":))) Pozdrawiam!

      Usuń
    2. Wiem właśnie! Ilekroć kręcę się po tamtych rejonach na rowerze też się dziwię, tyle, że widzę zupełnie nowe lub stosunkowo nowe budynki :-/ Pozdrawiam i przy okazji deklaruję, iż komentuję rzadko, ale podczytuję regularnie :-)

      Usuń
  6. Ja nigdy nie doświadczyłam czegoś podobnego, ale pamiętam doniesienia telewizyjne i radiowe z tego dnia. Miałam wtedy 17 lat i to było lato, gdy zakochałam się w moim mężu. Pozdrawiam i mam ogromną nadzieję, że już nigdy taka powódź się nie powtórzy.

    OdpowiedzUsuń
  7. U mnie nie było śladu po wodzie. Mieszkam w górach, więc wszystko spłynęło wraz w wodą w niższe okolice...

    OdpowiedzUsuń

DZIĘKUJĘ:))