poniedziałek, 30 marca 2015

Pierwszym i najważniejszym obowiązkiem każdej Matki



Podpisuję się pod tym artykułem Małgorzaty Ohme.

"Pierwszym i najważniejszym obowiązkiem każdej Matki jest ŻYĆ.

Tym powinien zaczynać, ale i kończyć się ten tekst. Według mnie prawo do decydowania o sobie w kwestii woli życia kończy się w momencie, gdy rodzimy Dziecko. Jest taki wiersz Zbigniewa Herberta "Matka". Zaczyna się tak: "Upadł z jej kolan jak kłębek włóczki. Rozwijał się w pośpiechu i uciekał na oślep. Trzymała początek życia...".

Jest to więc piękna, ale też wielka odpowiedzialność. ŻYĆ JUŻ NIE TYLKO DLA SIEBIE, ALE TEŻ DLA KOGOŚ. Być nieustająco świadomym, że gdyby nas zabrakło, świat tego dziecka straciłby wszystkie kolory tęczy. Na wiele lat. Czasami, gdy o tym pomyślę, zapiera mi dech w piersiach ze strachu. Pewnie jest jak jesteś Mamą - rozumiesz, co piszę. Nie wiem, czy miałaś podobnie, ale ja zaczęłam bać się latać samolotami, gdy urodziłam swojego syna. Odkąd ich mam (dzieci), wali mi serce, gdy przychodzi czas na cytologię. Uważniej dotykam swoich piersi, sprawdzając czy nie ma żadnych niepokojących zgrubień. Nawet jazda (szybkim) skuterem nie daje tyle przyjemności, ile dawniej. Bo wciąż boję się tego, co mogłoby się stać przez ułamek sekundy nieuwagi.

Współdoświadczałam śmierci rodzica poprzez dzieci, z którymi pracowałam. Po pierwszej dziewczynce, która miała 6 lat, gdy mama zginęła w wypadku samochodowym, przepłakałam całą noc. Albo trzy noce. Nie mogłam pomieścić w sobie bólu dziecka, które objawiał się w kompletnej dezorientacji i strachu. Miałam wrażenie, że znalazłam tę dziewczynkę na drugim końcu świata: w obcym państwie, w obcym mieście, zupełnie samą. Bo jej świat z minuty na minutę przestał do niej należeć. Stać się OBCY. 

Były inne dzieci. Te, których matki odchodziły powoli. Którym mamy zmarły na nowotwór. Myślimy w pierwszej chwili „Miały czas, by oswoić tę myśl“. Nie. TO JEST MYŚL NIE DO OSWOJENIA. Doświadczały jej choroby, utraty sił, energii, ale świadomość, że ona JEST, ŻYJE, - oznaczała, że świat, który znam, nadal jest mój. Jedna dziewczynka powiedziała mi „Myślałam, że ona będzie tam leżała zawsze“ Wyobrażenie dzieci nie mieści wizji świata bez matki. Nie ma takiej możliwości, by się do tego przygotować w pełni. 

Znam też dorosłych, którzy stracili matkę, jak byli dziećmi. Wszyscy powtarzają jednym głosem, że całe życie towarzyszyła im TĘSKNOTA. I mimo iż matka odeszła, w ich fantazjach istniał alternatywny świat, w którym wraca. Wyobrażali sobie, co by powiedziała, jakby zareagowała, co by doradziła. Kiedyś w rozmowie moja koleżanka, której mama zmarła, gdy miała 9 lat, opowiadała, że na konkursie recytatorskim nie miała odwagi wystąpić. Zatkało ją. Publiczność zachęcała ją brawami, a ona stała jak „słup soli“. I nagle wydawało jej się, że ją widzi. Z tyłu za innymi rodzicami, jak stoi i patrzy. Dzięki temu wyobrażeniu udało jej się wystąpić. 

Niewielu rzeczy boję się w życiu. Ale tego boję się panicznie. Że odejdę, nim moje dzieci staną się dorosłe. Myśl ta z jednej strony nie daje mi spokoju, ale z drugiej motywuje do: rozsądku, opieki nad sobą, planowania swojego życia i badania się regularnie. Piszę to, bo podziwiam Angelinę Jolie za jej działania. Mastektomia, potem wycięcie jajników i jajowodów - by być pewną, że jej dzieci nigdy nie powiedzą „moja matka zmarła na raka jajnika“- to mądra, wielka rzecz.

Powtórzę więc, że obowiązkiem każdej Matki jest ŻYĆ. Co oznacza chronić swoje życie. Co oznacza ograniczyć niepotrzebne ryzyko. Stosować profilaktykę. Dbać o siebie. Myśleć o przyszłości. Jeśli nie żyć dla siebie, to żyć dla Dziecka. To jest to najważniejsze zobowiązanie, które musi się dopełnić. 

Wiersz Herberta kończy się tak: "(...) Owijała na palec serdeczny jak 
pierścionek, chciała uchronić. Toczył się po ostrych pochyłościach, czasem 
piął się pod górę. Przychodził splątany i milczał. Nigdy już nie powróci na 
słodki tron jej kolan.Wyciągnięte ręce świecą w ciemności jak stare miasto."

Chciałabym, aby moje dzieci jak najdłużej widziały moje wyciągnięte ręce."

12 komentarzy:

  1. Zgadzam się z Tobą w 100%!! ja od urodzenia dzieci mam ten strach o siebie, a po śmierci męża, gdy jestem jedynym ich opiekunem boję się jeszcze bardziej...żyję inaczej, choć staram się nie przekazywać im tego lęku...on i tak wystarczająco się boją o mnie...pozdrawiam Basia

    OdpowiedzUsuń
  2. Basiu, jesteś prawdziwą bohaterką dla mnie. Rozumiem Twój strach i pewnie ten Twój jest podwójny… Trzymam kciuki za zdrowie Twoje, dzieciaczków i życzę samych pięknych momentów w Waszym życiu! Ściskam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) ale czy bohaterką? jestem matką lwicą :) każda matka, walczy o dobro dzieci:) buziaki

      Usuń
  3. Zastanawiam się, w jaką formę ubrać mój komentarz. Nie chciałabym, aby zabrzmiał on przeciwnie do tego, co napisałaś lub do tego, co miała na myśli Gośka Ohme i Angelina, bo tak nie myślę. Jednocześnie zupełnie nie biorę pod uwagę własnej śmierci. Owszem, kołacze mi się ta możliwość z tyłu głowy, ale skutecznie zagłuszam ją i odsuwam. W zamian za to przynajmniej raz w tygodniu, ale bywa, że częściej, śni mi się jakaś tragedia z udziałem dzieci. W pewnym sensie to już patologia, ale też strach przed brakiem możliwości stałej kontroli nad młodymi, wynikający również z potrzeby życia i otaczania ich nieustanną opieką.

    OdpowiedzUsuń
  4. Lucy, ja tez odsuwam i zagłuszam, ale jakoś nie tak skutecznie jak kiedyś i coś ostatnio ta myśl krzyczy coraz głośniej… Zaczęło się to u mnie od Anny Przybylskiej. Nie wiem czemu akurat tak mnie to trafiło. Potem moje kłopoty ze zdrowiem i straszne myśli. Mam nadzieją, że mi przejdzie. Z Twoją pracą, powinnaś to odsuwanie i tłumienie mieć bardziej opanowane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o nie, to tak nie funkcjonuje, bo człowiek ma namacalne dowody na okrucieństwo, nie tylko medialne. trzeba szukać ujścia emocji, tylko tyle nam pozostaje
      buziak

      Usuń
  5. Piękny post! Bardzo wzruszający...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też się wzruszyłam tym artykułem… Pozdrawiam HH:)

      Usuń
  6. Mam te same rozterki...........i postąpiłabym tak samo.
    Moja mama wcześnie zmarła, po trudnej chorobie i wiem co to znaczy.
    Ja niedawno tez miałam pewne kłopoty ze zdrowiem, dlatego usunęłam w miarę możliwości z naszego życia i otoczenia chemię, przetworzone jedzenie, białą mąkę, cukier, złe tłuszcze, ćwiczę i bardzo dbam o zdrowie.
    W zasadzie to mogę jeść do końca życia ziemniaki i kiszoną kapustę i będę szczęśliwa.

    A.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja Mama miała raka piersi - jednak udało jej się z tego wyjść. Zostawiło to na nas jednak piętno choroby. Mogłabym razem z siostrą zbadać obecność genu, ale nie chcemy, a może się boimy… Ja też mam poważne przejścia chorobowe ostatnio, ale zmieniłam tok myślenia i wpłynęło to na mnie zbawiennie. Moje antidotum: treningi (naprawdę ciężkie, z trenerem) + bieganie. I tak jak Ty zarządziłam rewolucję żywieniową w domu:) Bez cukru, minimum mąki, dużo białka, ziaren, owoców. Wszyscy pokochali poranną owsiankę:) Pozdrawiam!

      Usuń
  7. PIĘKNIE TO NAPISAŁAŚ :)
    wszystko jest inaczej gdy oddech nie jest pojedynczy - twój - ale jest jeszcze mały nosek albo dwa :)
    buziaki kochanie
    m.

    OdpowiedzUsuń
  8. Dobry tekst. daje do myślenia. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

DZIĘKUJĘ:))